O wyjściu z naszą marką za granicę, myśleliśmy od początku jej istnienia – Igor Sadurski (Bezmięsny)

Podziel się wpisem

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Share on email

Jak powstał pomysł na Bezmięsny?

Przede wszystkim z własnych potrzeb. Razem z Rafałem, prywatnie moim kuzynem i drugim założycielem Bezmięsnego, przechodziliśmy właśnie przez proces rezygnacji z mięsa i szukaliśmy jego alternatyw na polskim rynku. Wybór, jak się okazało, nie był zbyt szeroki i tak zauważyliśmy, że jest miejsce na naszą markę i nasz pomysł. Równocześnie obserwowaliśmy co dzieje się w Europie Zachodniej i w USA, gdzie roślinne alternatywy dla mięsa pojawiały się wcześniej i gdzie zyskiwały coraz większą popularność.

Jak wyglądały początki prowadzenia własnego biznesu?

Początki były oczywiście trudne. To był i jest nasz pierwszy poważny biznes, więc musieliśmy nauczyć się dosłownie wszystkiego – od spraw księgowych, po produkcyjne, kadrowe. Początkowo robiliśmy niemal wszystko sami, pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie, zajmując się każdym aspektem prowadzenia działalności. Na początku prowadziliśmy naszą własną manufakturę, gdzie również sami braliśmy czynny udział we wszystkich etapach prac. Dopiero po przejściu na model produkcyjny, a także wraz z zatrudnieniem pierwszych pracowników do „biura”, zaczęliśmy wypracowywać między sobą większą specjalizację. Dzisiaj, z pomocą zaangażowanego zespołu, ja odpowiadam głównie za dział sprzedaży, Rafał za wszelkie sprawy związane z produkcją, a marketing dzielimy między siebie.

Jaki produkt był pierwszym, który wszedł do sprzedaży?

Pierwsze były aż trzy produkty i były to boczek, pepperoni i pieczeń. Co ciekawe, właściwie wszystkie trzy są z nami do dzisiaj. Oczywiście w zmienionej formie, w dopracowanych recepturach. Bezmięsny Boczek do dziś jest naszym absolutnym bestsellerem, więc mieliśmy niezłego nosa, że to akurat od niego rozpoczęła się nasza oferta!

Jak wyglądało pozyskiwanie pierwszych klientów? Czy łatwo było znaleźć chętnych na roślinne wędliny?

Początkowo nasze produkty sprzedawaliśmy wyłącznie za pośrednictwem naszego sklepu internetowego, wysyłkowo. Nasze moce produkcyjne były wówczas bardzo ograniczone, więc musieliśmy wypuszczać niemal limitowane edycje naszych wyrobów, które wyprzedawały w mgnieniu oka. Natomiast w momencie wejścia w szerszą dystrybucję, najpierw poprzez sklepy specjalistyczne, później poprzez sieci handlowe i eksport, musieliśmy coraz mocniej zabiegać o klientów.

A jakie trudności napotkał Pan, na początku swojej drogi biznesowej?

Nie chcę, żeby to zabrzmiało odstraszająco, ale nasza droga biznesowa zaczęła się od niemal samych trudności 🙂 Ruszaliśmy z bardzo ograniczonym kapitałem i ogromem wiedzy, którą musieliśmy posiąść w błyskawicznym tempie, a to wszystko na rynku, który w Polsce dopiero raczkował. Mieliśmy jednak ogromną motywację i wytrwałość w drodze do celu. A cel był i jest prosty – Bezmięsny jako jeden z liderów roślinnych alternatyw mięsa w Polsce. Realizujemy go nieustannie od niemal 6 lat.

Bezmięsny stale rozbudowuje swoją sieć dystrybucji. W jaki sposób ją budujecie?

W tym momencie stworzyliśmy wykwalifikowany zespół sprzedażowy, który się tym zajmuje. W Polsce mamy osoby odpowiedzialne za rynek nowoczesny, rynek tradycyjny, a także rynek specjalistyczny. Do tego dochodzi dział eksportu oraz dyrektor handlowa, która spaja pracę wszystkich osób zajmujących się sprzedażą w Bezmięsnym. W sumie 6 osób odpowiada za rozwój dystrybucji naszych produktów.

Wystartowaliście także za granicą z marką Plenty Reasons. Na jakim etapie podjęliście decyzje, że wyjdziecie poza Polskę ze swoimi produktami? Od czego zaczęła się ta przygoda?

O wyjściu z naszą marką za granicę, myśleliśmy właściwie od początku jej istnienia. Jak tylko otworzyliśmy Bezmięsnego to pojawiło się mnóstwo klientów zza granicy, przede wszystkich Polaków mieszkających poza granicami kraju, którzy namawiali nas na taki krok, ale też zamawiali nasze produkty w najróżniejsze zakątki Europy i Świata. Wraz z rozwojem firmy, w 2021 roku uznaliśmy, że musimy ziścić nasze biznesowe marzenie o wyjściu z Bezmięsnym poza Polskę. Oczywiście nasza nazwa kompletnie nie przystawała do językowych realiów innych krajów, więc powołaliśmy do życia Plenty Reasons. W tym momencie sprzedajemy nasze produkty na Węgrzech, Słowenii, Czechach, Szwecji, Łotwie i UK, ale szykujemy się również do sprzedaży w Niemczech czy też Austrii.

W jaki sposób staracie się o współpracę spoza Polski? Czy pozyskiwanie klientów tu i za granicą się różni?

Sprzedaż eksportowa jest zdecydowanie trudniejsza od sprzedaży krajowej, choćby przez oczywistość, jaką jest bariera językowa. Trudniej jest skontaktować się z potencjalnym klientem, trudniej pokazać mu produkty, przekonać go do ich zakupu, czy po prostu się z nim spotkać. Oczywiście na zachodzie Europy konkurencja jest też większa. Do eksportu zatrudniliśmy wykwalifikowane specjalistki, które tworzą ten kanał sprzedaży i jak na razie idzie im to obiecująco. Klientów szukamy w najróżniejszy sposób – odzywamy się do kanału specjalistycznego, dystrybutorów, ale również bezpośrednio do sieci handlowych.

A jakie plany na rok 2022 ma Bezmięsny?

Rok 2022 zaczęliśmy z przytupem. Wprowadziliśmy aż 6 nowych produktów, czyli produkty plastrowane takie jak Bezmięsne Chorizo, Suszoną, Salami Picante, a także całkowitą nowość, czyli Boczki w Kostce w trzech różnych marynatach. Bardzo mocno pracujemy także nad ofertami sezonowymi, jak oferta wielkanocna, grillowa czy bożonarodzeniowa. Sprzedażowo myślimy cały czas o rozszerzaniu dystrybucji w Polsce o nowych klientów, myślę, że w pierwszym kwartale będziemy mogli pochwalić się nowymi, dużymi kontraktami. Co do marki Plenty Reasons, to tutaj również chcemy wprowadzać nasze nowości, ale przede wszystkim docierać z Bezmięsami na coraz to nowe rynki. Zależy nam, aby eksport rozwijał się równie mocno, co sprzedaż krajowa, a Plenty Reasons było coraz bardziej rozpoznawalne i chętnie kupowane nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.